Palące uczucie w gardle prowokuje do myśli zakazanych już dawno przez prawo boskie. Jestem tu i pojawia się w głowie refleksja, iż trawa wcale nie powtarza już kształtu palców, chociaż powietrze znów pachnie, jak wtedy, gdy mogłam uśmiechnąć się opadając w ramiona M. W poszukiwaniu odpowiedzi na pytania, które ich nie posiadają, staram się pamiętać, że przecież wcale nie ma głupich pytań. T o się naprawdę dzieje, zapłon ludzkich reakcji niekiedy wprawia w zdumienie, Ty też spodziewasz się wszystkiego?
Najpierw śniłam o Tobie. Znów brałeś mnie w ramiona i sprzedawałeś słodkie pocałunki, prosząc jedynie o to, bym je odwzajemniła. Słyszałam Cię i czułam, chociaż wcale Cię nie było. Ogrzewałeś swoim gorącym ciałem moje zmarznięte kości. Znów się uśmiechałam i nie miałam wcale za złe, że już po raz kolejny wracasz, by dać mi chwilę szczęścia w zamian za długie miesiące cierpienia. Byliśmy w tych samych miejscach, opowiadałam Ci o nowym siniaku na biodrze, który nabiłam wchodząc do pokoju, a Ty patrzyłeś na mnie z troską i dokładnie scałowywałeś ból z przesiąkniętej fioletem skóry. Potem chciałam Ci jeszcze powiedzieć, że… ale moje oczy się otwierały i wiedziałam już, że to nieprawda.
Nie wszystko jest tym, czym się wydaje.
Buntownicza przeszłość otwierała przede mną drzwi, przez
które nie wszyscy byliby w stanie się
przedostać. Przemarznięte i podgniłe substytuty ciepłych domowych obiadów
zawijałam w poszarpaną bluzkę i biegłam przed siebie dopóki, dopóty nie
osiągnęłam celu. Zawijałam się w coś, co w myślach nazywałam kołdrą i nadal
trwałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz