schyl sie tyle złota tak blisko
wtorek, 25 sierpnia 2015
106
ktoś powiedział kiedyś
że najpiękniej jest być
z tysiącem gwiazd w oczach
i że wtedy
kiedy ciemny szlam zalewa pokój
można dostrzec, smugę światła na ścianie
poderwać się z radości
i opaść bez siły
czy pamiętasz? stawiałabym raczej na prawdopodobnie, skoro juz od lat tak się lubimy. prędzej czy później, wiedziałam, zrozumiesz, lecz czy teraz kiedy to się już stalo, nie jest za późno? jak sądzisz?
myślisz, że wszystko wiesz
jak każdy z was
to już
noc nie daje snów
zapomniałam jak się bać
poniedziałek, 1 grudnia 2014
105.
pamiętam - z ręką na sercu mógłbyś przysiąc (i choć przysięga, kiedy to sobie wszystko przypomnę, wydaje się średnio oczywista), że nie myślisz o niczym.
kiedy nie ma słońca nic nie może być takim, jak się wydaje. przynajmniej tak chcielibyśmy myśleć, prawda? przynajmniej ja chciałabym tak myśleć, a ty chyba wciąż nie myślisz, jak wtedy.
ciężko układać zagadki, kiedy coraz więcej jest ludzi, którzy chcieliby je rozwiązywać. lubimy powtarzać, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale są rzeczy, które zawsze wyglądają tak samo. tak czy inaczej warto sobie zadać kilka pytań przed wejściem do pokoju, który zdaje się być tymczasowo bezklamkowy. brakuje słów pomiędzy kocham i lubię, pomiędzy tak i nie. boli podjęcie się zadania.
a nawet gdybym
gdybym chciała przejechać palcami po kartkach, poczuć ich zapach, zębami przegryźć cienki papier, broniłbyś się? czy chciałbyś się bronić przed tym? czy byłoby coś złego w tym, że chcę chłonąć kartka po kartce i od nowa doszukiwać się sensu pomiędzy zdaniami? czy obraziłbyś się, gdybym dopisała kilka własnych?
co ona ma w tej głowie? najprostsze rzeczy okazują się najbardziej skomplikowane. w rzeczywistości, w której nie ma odpowiedzi na pytania pozostają tylko niedopowiedzenia.
kiedy nie ma słońca nic nie może być takim, jak się wydaje. przynajmniej tak chcielibyśmy myśleć, prawda? przynajmniej ja chciałabym tak myśleć, a ty chyba wciąż nie myślisz, jak wtedy.
ciężko układać zagadki, kiedy coraz więcej jest ludzi, którzy chcieliby je rozwiązywać. lubimy powtarzać, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale są rzeczy, które zawsze wyglądają tak samo. tak czy inaczej warto sobie zadać kilka pytań przed wejściem do pokoju, który zdaje się być tymczasowo bezklamkowy. brakuje słów pomiędzy kocham i lubię, pomiędzy tak i nie. boli podjęcie się zadania.
a nawet gdybym
gdybym chciała przejechać palcami po kartkach, poczuć ich zapach, zębami przegryźć cienki papier, broniłbyś się? czy chciałbyś się bronić przed tym? czy byłoby coś złego w tym, że chcę chłonąć kartka po kartce i od nowa doszukiwać się sensu pomiędzy zdaniami? czy obraziłbyś się, gdybym dopisała kilka własnych?
co ona ma w tej głowie? najprostsze rzeczy okazują się najbardziej skomplikowane. w rzeczywistości, w której nie ma odpowiedzi na pytania pozostają tylko niedopowiedzenia.
poniedziałek, 5 maja 2014
104.
nieśmiałe światło lampy odbija się od ściany
czarna smuga leniwie spływa po drugiej stronie okna
nie pytasz
nie odpowiem
boję się
nie czekam na noc
nie ma Cię
sobota, 19 kwietnia 2014
103.
Zbyt dużo czasu minęło, abym mogła pomyśleć o tym, co było kiedyś tak, jakby zdarzyło się wczoraj. Pierwotne instynkty zajęły dawno honorowe miejsce moralnych zasad, do których zwykliśmy przywiązywać wagę rozprawiając wieczorami o życiu i o tym, jak nas zawodzi każdego dnia.
Zbyt mało czasu minęło, abym mogła pomyśleć o tym, co jest teraz, tak jak myślałam o teraźniejszości, która zdarzyła się nam kiedyś. I naprawdę chciałabym się uśmiechnąć wciskając nos w Twoją pachnącą szyję, ale zaprząta mi głowę jedynie palące uczucie w podbrzuszu pojawiające się zawsze wtedy, gdy Twój ciepły, chaotyczny oddech znęca się nad moim uchem. Weź mnie ze sobą.
Ciepło?
Zbyt mało czasu minęło, abym mogła pomyśleć o tym, co jest teraz, tak jak myślałam o teraźniejszości, która zdarzyła się nam kiedyś. I naprawdę chciałabym się uśmiechnąć wciskając nos w Twoją pachnącą szyję, ale zaprząta mi głowę jedynie palące uczucie w podbrzuszu pojawiające się zawsze wtedy, gdy Twój ciepły, chaotyczny oddech znęca się nad moim uchem. Weź mnie ze sobą.
Ciepło?
sobota, 1 marca 2014
102.
Palące uczucie w gardle prowokuje do myśli zakazanych już dawno przez prawo boskie. Jestem tu i pojawia się w głowie refleksja, iż trawa wcale nie powtarza już kształtu palców, chociaż powietrze znów pachnie, jak wtedy, gdy mogłam uśmiechnąć się opadając w ramiona M. W poszukiwaniu odpowiedzi na pytania, które ich nie posiadają, staram się pamiętać, że przecież wcale nie ma głupich pytań. T o się naprawdę dzieje, zapłon ludzkich reakcji niekiedy wprawia w zdumienie, Ty też spodziewasz się wszystkiego?
Najpierw śniłam o Tobie. Znów brałeś mnie w ramiona i sprzedawałeś słodkie pocałunki, prosząc jedynie o to, bym je odwzajemniła. Słyszałam Cię i czułam, chociaż wcale Cię nie było. Ogrzewałeś swoim gorącym ciałem moje zmarznięte kości. Znów się uśmiechałam i nie miałam wcale za złe, że już po raz kolejny wracasz, by dać mi chwilę szczęścia w zamian za długie miesiące cierpienia. Byliśmy w tych samych miejscach, opowiadałam Ci o nowym siniaku na biodrze, który nabiłam wchodząc do pokoju, a Ty patrzyłeś na mnie z troską i dokładnie scałowywałeś ból z przesiąkniętej fioletem skóry. Potem chciałam Ci jeszcze powiedzieć, że… ale moje oczy się otwierały i wiedziałam już, że to nieprawda.
Nie wszystko jest tym, czym się wydaje.
Buntownicza przeszłość otwierała przede mną drzwi, przez
które nie wszyscy byliby w stanie się
przedostać. Przemarznięte i podgniłe substytuty ciepłych domowych obiadów
zawijałam w poszarpaną bluzkę i biegłam przed siebie dopóki, dopóty nie
osiągnęłam celu. Zawijałam się w coś, co w myślach nazywałam kołdrą i nadal
trwałam.
sobota, 25 stycznia 2014
101.
Kiedy ktoś Ci mówi, że coś będzie już jasne i proste, śmiejesz się w głos i doskonale wiem dlaczego. Wciąż wracam do prawdopodobnie, które nieustannie nadal bardziej prawdopodobne od na pewno, oplata mój język i nie daje się uśmiechnąć. Znów, zdziwienie, uśmiechasz się przecież dość często i ja lubię patrzeć na te wznoszące się kąciki ust i na wargi, które przygryzasz, niby od niechcenia. Czy aby na pewno nic Ci nie dolega?
Później już nigdy nie przychodziłeś, więc musiałam czekać aż
do następnej nocy, żeby Cię znów zobaczyć. Śniłam o innych rzeczach. Bawiłam
się z przyjaciółmi, odkrywałam na nowo miasto, bywałam w miejscach, które
zawsze pojawiały się na jawie i czekały na mnie z otwartymi ramionami, by mnie
do siebie przyjąć i udawać, że wszystko jest dobrze, tak jak kiedyś. Lubiłam za
to noce, że przez kilka godzin, które w mojej podświadomości przeciągały się w
dni, a nawet miesiące, mogłam przestać zastanawiać się nad tym co się właściwie
stało.
Dni nadal są krótkie, a biały puch zalegający na gałęziach drzew pozwala bez wyrzutów sumienia zapomnieć, że całkiem niedawno wyrastały z nich zieleńsze niż oczy sąsiadki z drugiego piętra liście, po których spływały leniwie promienie słońca prosto na moje włosy, by nadać im blask letniego poranka. Wciąż nie mamy odwagi przypomnieć sobie, jak to jest myśleć o rzeczach, które nie zostały powiedziane. Drżącą ręką podnoszę kartkę, biorę głęboki oddech i kiedy już myślę, że mi się uda, zamykam oczy. Czas zapaść w sen zimowy.
Lubiłam mówić do siebie. Lubiłam to robić nawet przedtem, ale teraz było to konieczne, w przeciwnym razie mogłabym zapomnieć brzemienia swojego głosu, jednej z tych rzeczy, po których można człowieka rozpoznać, kiedy zamyka się oczy i cały świat staje się ciemnością. Nie wiedziałam co będzie jutro, ani co się wydarzy za chwilę. Trwałam w jakiejś nieokreślonej ściśle czasoprzestrzeni, a moją głowę opływały niezmaterializowane jeszcze plany na przyszłość i jedyna rzecz, której nie można było zaprzeczyć to fakt, że nawet z pomocą najbardziej skomplikowanego rachunku prawdopodobieństwa nie można było przewidzieć nadchodzącego przebiegu zdarzeń.
wiesz, że tu jestem
negacja mojego istnienia Ci nie pomoże
ilekroć Twoje oczy w kolorze
letniego nieba
spłyną po moim policzku
dlaczego nie dałeś mi odpocząć?
środa, 25 grudnia 2013
100.
otwierali oczy i widzieli tylko biel, i mówisz, że pięknie jest nie błądzić w ciemnościach. czy chcesz przez to powiedzieć, że błądzenie w bieli jest choć trochę lepsze, tylko dlatego, że to zupełnie jakby nagle cię coś oświeciło? dzielę zdania na ten temat. być może masz rację, ale czy coś może z tego wyniknąć?
to się zazwyczaj dzieje w chwili, kiedy ci się wydaje, że twoje oczy nie mogą być już szerzej otwarte, a wszystko co istnieje składa się tylko z bieli i czerni. twój świat to zlepek kilku nieznośnych przyzwyczajeń, którym przypisujesz uczucia i sam już nie wiesz dlaczego. może dlatego, że nikt nie chce być samotną wyspą? a może dlatego, że chociaż wydaje ci się, że patrzysz, tak naprawdę niczego nie widzisz?
potem coś się dzieje, zazwyczaj zupełnie przypadkiem, i nagle zdajesz sobie sprawę, że wszystko na czym do tej pory budowałeś swoje życie, jest złudzeniem.
Ciepło powoli docierało do moich kończyn. Wychodziło z brzucha i rozlewało się w okolicach piersi. Następnie powoli przepływało do ramion, ud i pośladków, by w końcu ogrzać łydki. Najdłużej czekałam na nos i stopy. Podciągałam do góry warstwę prowizorycznych okryć i trwałam. Jak to w kobiecej głowie, tysiące myśli przebiegało pomiędzy fałdami mojego mózgu. Trudno było stwierdzić, czego tak naprawdę dotyczyły. Nie wiedziałam wtedy, czy przeszłość można jakoś połączyć z teraźniejszością. Wiedziałam jedynie, że nie zależy mi wcale na tym, aby przeżyć. Kiedy ciepło docierało do stóp, leżałam jeszcze chwilę, po czym zapadałam w sen.
zaczynasz więc zadawać pytania. odpowiedzi zazwyczaj jest mnóstwo i choć wiele z nich odrzucasz zanim jeszcze zdążą się wyklarować w twojej głowie, trudno powiedzieć, czy właśnie w tych chwilach nie rezygnujesz ze swoich marzeń. potem tłumaczysz sobie, że ciężko jest wierzyć w rzeczy, które wydają się niemożliwe, nie patrząc wcale na to, ile już tych, które na pozór takimi były, stało się z przyczyn niewyjaśnionych w najbardziej skomplikowanych rachunkach prawdopodobieństwa rzeczywistością.
Budziłam się o czwartej. Nie znałam oczywiście dokładnej godziny, ale zaczynało świtać. Prawdopodobnie było więc około czwartej. Odgłosy silników milkły, wymykałam się z budynku, który niegdyś nazywałam swoim domem. Przebiegałam przez dobrze znane mi ulice, krew pulsowała w skroniach. Ktoś mógł mnie przecież zobaczyć, a wtedy – prawdopodobnie mogłabym się pożegnać ze swoim życiem, które, nota bene, skończyło się już jakiś czas temu. Docierałam do parku. Wszędzie było pusto, ale nawet najmniejszy szmer pobudzał wszystkie moje zmysły i upadałam na ziemię, chowając twarz w wilgotnych liściach, które powoli zaczęły opuszczać swoje matki – drzewa. Potem jak gdyby nigdy nic podnosiłam się i przemierzałam alejki, które nie kojarzyły mi się z niczym. Odkąd odkryliśmy wolność, chadzaliśmy w zupełnie inne miejsca. Aktualnie nie próbowałam nawet zapuszczać się tak daleko, ponieważ mogłabym z takiej wyprawy nie powrócić, a chociaż nie zależało mi zbytnio na niczym, coś powstrzymywało mnie od zupełnie dobrowolnego rzucenia się w ramiona śmierci.
okazuje się, że wszystkim nam brakuje odwagi.
twój ruch.
to się zazwyczaj dzieje w chwili, kiedy ci się wydaje, że twoje oczy nie mogą być już szerzej otwarte, a wszystko co istnieje składa się tylko z bieli i czerni. twój świat to zlepek kilku nieznośnych przyzwyczajeń, którym przypisujesz uczucia i sam już nie wiesz dlaczego. może dlatego, że nikt nie chce być samotną wyspą? a może dlatego, że chociaż wydaje ci się, że patrzysz, tak naprawdę niczego nie widzisz?
potem coś się dzieje, zazwyczaj zupełnie przypadkiem, i nagle zdajesz sobie sprawę, że wszystko na czym do tej pory budowałeś swoje życie, jest złudzeniem.
Ciepło powoli docierało do moich kończyn. Wychodziło z brzucha i rozlewało się w okolicach piersi. Następnie powoli przepływało do ramion, ud i pośladków, by w końcu ogrzać łydki. Najdłużej czekałam na nos i stopy. Podciągałam do góry warstwę prowizorycznych okryć i trwałam. Jak to w kobiecej głowie, tysiące myśli przebiegało pomiędzy fałdami mojego mózgu. Trudno było stwierdzić, czego tak naprawdę dotyczyły. Nie wiedziałam wtedy, czy przeszłość można jakoś połączyć z teraźniejszością. Wiedziałam jedynie, że nie zależy mi wcale na tym, aby przeżyć. Kiedy ciepło docierało do stóp, leżałam jeszcze chwilę, po czym zapadałam w sen.
zaczynasz więc zadawać pytania. odpowiedzi zazwyczaj jest mnóstwo i choć wiele z nich odrzucasz zanim jeszcze zdążą się wyklarować w twojej głowie, trudno powiedzieć, czy właśnie w tych chwilach nie rezygnujesz ze swoich marzeń. potem tłumaczysz sobie, że ciężko jest wierzyć w rzeczy, które wydają się niemożliwe, nie patrząc wcale na to, ile już tych, które na pozór takimi były, stało się z przyczyn niewyjaśnionych w najbardziej skomplikowanych rachunkach prawdopodobieństwa rzeczywistością.
Budziłam się o czwartej. Nie znałam oczywiście dokładnej godziny, ale zaczynało świtać. Prawdopodobnie było więc około czwartej. Odgłosy silników milkły, wymykałam się z budynku, który niegdyś nazywałam swoim domem. Przebiegałam przez dobrze znane mi ulice, krew pulsowała w skroniach. Ktoś mógł mnie przecież zobaczyć, a wtedy – prawdopodobnie mogłabym się pożegnać ze swoim życiem, które, nota bene, skończyło się już jakiś czas temu. Docierałam do parku. Wszędzie było pusto, ale nawet najmniejszy szmer pobudzał wszystkie moje zmysły i upadałam na ziemię, chowając twarz w wilgotnych liściach, które powoli zaczęły opuszczać swoje matki – drzewa. Potem jak gdyby nigdy nic podnosiłam się i przemierzałam alejki, które nie kojarzyły mi się z niczym. Odkąd odkryliśmy wolność, chadzaliśmy w zupełnie inne miejsca. Aktualnie nie próbowałam nawet zapuszczać się tak daleko, ponieważ mogłabym z takiej wyprawy nie powrócić, a chociaż nie zależało mi zbytnio na niczym, coś powstrzymywało mnie od zupełnie dobrowolnego rzucenia się w ramiona śmierci.
okazuje się, że wszystkim nam brakuje odwagi.
twój ruch.
Subskrybuj:
Posty (Atom)