środa, 5 grudnia 2012

85.

śmieszny obrót sprawy. dużo rzeczy się dzieje i może wcale nie z woli, a z pomocą cichego przyzwolenia. razem z pogodą wszystko się zmienia. jak to się dzieje, że śnieg tyle spraw przykrywa białą kołderką, bezszelestną morderczynią ciepła, a ja wciąż tu stoję i oprócz kilku dziwnych myśli w głowie nie zwariowałam? czy to dziwne, że bawi chęć wydobycia kilku słonych kropli wzruszenia spod przymarzniętych powiek? czy ty też widzisz to, co ja? wystygłam już dawno. jestem zimna. z i m n a.
obojętnie się uśmiechnę myśląc o wiośnie. woda kapie nam na głowy; deszcz po raz pierwszy jest zapowiedzią czegoś lepszego. powoli zmieniam pod niebieską powłoką nieba stan skupienia. nie wiedzieć kiedy stapiają się dłonie. już nie muszę patrzeć w ten sposób, który znasz dobrze, chociaż niedorzecznie wesoła rozprawa nad kiełkującym na nowo światem gdzieś w środku sieje irytację. wszystko takie piękne. czy to skończył się mój czas?

ach, więc to sobie właśnie myśli, kiedy na kolejne miesiące kładzie się do puchowego łóżka,
królowa śniegu


ja

piątek, 30 listopada 2012

84.

po raz setny
l n i e j ę
zrzucam cienką powłokę bezpieczeństwa na rzecz
niespokojnych nocy
dni podszytych lękiem


czy może być coś piękniejszego
niż łóżko ze snów tkanych
co noc
w których całkiem już nie pamiętam
że nie muszę się już bać

nie muszę się już bać



czwartek, 15 listopada 2012

83.

nie myśl o mnie źle, dlatego że widzę więcej ani ja o tobie nie pomyślę w złości, a z głębokim współczuciem - współczesny człowieku.
otwieram przed tobą okno i chcę ci pokazać jak pięknie może być, ale ty widzisz tylko szare bloki i że tu na mapie powinna być dziura. nie słyszysz, gdy liście szeleszczą o lepszych czasach bez tego wszystkiego co dzisiaj nas trzyma w czterech ścianach. stare pnie pamiętają dobrze, kiedy nie mieszkały jeszcze w towarzystwie ulicznej latarni i tylko księżyc posrebrzał opasłe, majestatyczne konary. ziemia nadal czuje na sobie miękkie kroki zwinnego posłańca niosącego długo wyczekiwaną wiadomość. to samo słońce świeciło nad ludźmi, których czas przeciągał się leniwie pomiędzy śniadaniem i kolacją.
otwieram przed tobą okno i chcę ci pokazać jak pięknie może być, ale ty widzisz tylko szare bloki i że tu na mapie powinna być dziura.

niedziela, 28 października 2012

82.

jesteś człowiekiem ze szkła
ścieram kurz z Twoich barków
zostawiam odciski palców na lustrzanych
skroniach
nie widzisz mnie


jestem Tobą


zabierz mnie ze sobą
pozwól spływać po szklanych palcach
odbijam się w Twoich oczach
wiesz dobrze

wiesz?



 

środa, 24 października 2012

81.

od zawsze
topię się w dniach kiedy
uwielbieniem oplatałeś kosmyki moich niesfornych włosów
i niespokojne myśli zamykałeś w czułych objęciach
kiedy się czułam
najpiękniejszą z najpiękniejszych i tą najbardziej pożądaną z pożądanych
najbardziej
kiedy zwykłeś ciepłem spojrzenia zabijać lęk
przed wpojoną przez trzy ćwiartki świata w moje tkanki brzydotą
z uszczerbków duszy i ciała tworzyłeś zacałowane
kaplice
kiedy zaledwie muśnięciem warg mówiłeś że jestem więcej niż wszystko

czy to dziwne, że trudno mi dziś patrzeć w lustro
kiedy ta sama dłoń
rysuje słowa, które
czy już wiesz?

piątek, 5 października 2012

80.

przecież wiesz
że zawsze mija ten czas
kiedy wypada Ci mnie nie znosić
a wtedy znów
przed snem planuję sekundy
wciąż za krótkie
ginę w gęstym
dywanie nieporozumień
w bitwie pomiędzy sercem i
rozumem
układam kosmate myśli
przygryzam wargi
tłumię śmiech
kurczę się w sobie

czcią otaczam każdy milimetr Twojego ciała
czytam Cię
opuszkami wychudzonych palców
i kiedy myślę
że straciłam już oddech
odkrywam
że wciąż mi mało... 
wciąż mi mało
wybacz proszę,
że przez chwilę mnie nie było

niedziela, 30 września 2012

79.

wiesz, pomimo tego jak jest, kiedy się zastanawiam 
co bym zmieniła w przeszłości
zostawiłabym tylko 
Ciebie
i te wszystkie dni, kiedy wystarczało jedno spojrzenie, żebyś wiedział
jak bardzo potrzebuję Twojej niemej obecności
i jak bardzo pożądam dotyku Twojej dłoni
na mojej suchej skórze owiniętej zapachem mydła z promocji
i jeszcze tą nieskończoną ilość sekund
kiedy się mogłam w Tobie utopić
być Tobą
i uwolnić się od ciała

mogą mi zabrać zdjęcia, których i tak nigdy nie zdołam
posegregować,
czas zabierze mi kwiaty zamieniając je w garstkę pyłu,
zabierze mi młodość zmieni ją w ostatnie tchnienia
kurze łapki niedoczynność serca,
zabierze mi Twoje ramiona i włosy, w które po raz ostatni wplotę palce
gdy przestaniesz oddychać,
zabiorą lampkę, która niedyskretnie otulała nas swoim światłem
podczas ciągnących się leniwie wieczorów
i chociaż to wydaje się być smutne uśmiecham się
każdą swoją komórką, tkanką, narządem
że nikt nie zabierze mi wspomnień

 

sobota, 22 września 2012

78.

i w końcu nadchodzi ten dzień
kiedy pytasz
kiedy nadczynność serca nagle stała się
nadczynnością rozumu
kiedy noc zmieniła pożądanie w
samotność

czy
ulepisz mnie
na nowo?

piątek, 21 września 2012

77.

nie bójmy się mówić
nie bójmy się powiedzieć prawdy o słowach,
które dzwonią między zwojami
pożądają wyjścia
jak ja pożądam
i jak Ty, kiedy drżącą ręką
liczysz moje kręgi

czy zdołasz dostrzec gdy spod przymkniętych powiek
będę Cię wołać
ja, matka tysiąca słów i nocy

czwartek, 20 września 2012

76.

trudno wyobrazić sobie świat bez twojego
pitu pitu
chmury stoją w miejscu
pomiędzy liśćmi miniaturowego drzewa
wesoło szumi rzeka
trudno wyjaśnić co naprawdę robi
pukiel platynowych włosów na krwistoczerwonym płaszczu
to przecież dzień zwykły
i podobny zupełnie do innych

może spróbuje jeszcze raz
zakochać mnie w sobie



wtorek, 11 września 2012

75.

jesteś jak kot. bezszelestnie przemykasz pomiędzy drzewami, wtapiasz się w letni wiatr i otulasz zmęczonego podróżą wędrowca. dużo o tobie słyszeli, ale nikt nie jest pewien, czy rzeczywiście jesteś w pobliżu, gdy gałęzie skrzypią jakoś tak łagodniej, jakoś tak, że chociaż już ciemno i nie wiedzą gdzie iść, kroki stawiają pewnie, a po jakimś czasie mają ochotę wrosnąć w ziemię i zostać godzinę, dwie, trzy, dłużej, na zawsze? nie wiedzą. ja wiem. poznałam tajemnice, o których nie mają pojęcia istoty najmądrzejsze, na pozór do mnie podobne i widziałam rzeczy, które oni widują tylko w swoich marzeniach. czy mogłabym prosić los o coś piękniejszego?
elen sila lumenn omentilmo


czwartek, 6 września 2012

74.

gdzieś na krańcu świata, gdzie byłabym tylko ja i drzewa, i jeszcze może łąka, taka jaką widuje się teraz tylko w filmach i na zdjęciach i wokół mnie cała masa moich marzeń nie do spełnienia, jest pewnie takie miejsce, które na mnie czeka i kto wie, czy gdyby było to tylko kuszenie, dokładnie to, o którym słyszałam pewnego dnia w przesiąkniętym zapachem starego drewna budynku, trudno powiedzieć, czy dla tych kilku krótkich chwil nie zapomniałabym o ostrzeżeniach.
prawdziwy świat nosimy pod powiekami


ni hosta ilya lausta elda




czwartek, 16 sierpnia 2012

73.

wcale mnie tu nie ma
wiesz dlaczego i jak bardzo chciałabym uścisnąć twoją rękę


lepiące się powieki sugerują coś zupełnie innego niż siedzenie tutaj i udawanie, że mogę się jeszcze przydać komukolwiek ze swoimi nikłymi przekazami psychofizycznymi. obdarta z rzeczywistości czuję się zupełnie klawo 
(choć czasami bezużyteczna)
i naprawdę trudno jest mi się pogodzić ze świadomością, iż niedługo będę się musiała żegnać z moim wyimaginowanym światkiem, do którego w całej swojej krasie można się wprowadzić tylko w wakacje. w związku z tym poważnie myślę o porzuceniu mojej elitarnej jednostki edukacyjnej i wyruszeniu w daleką podróż, która miałaby na celu dowieść, że istnieją na świecie stworzenia i miejsca, o których wiele osób słyszało, ale nikt ich nigdy nie widział, co niewątpliwie wcale nie wyklucza tego, iż nie egzystują sobie wplecione w magiczne zakamarki niedostępne dla chciwych ludzkich serc umysłów narządów tkanek komórek etc., którym tylko w głowie zniszczyć to, co najpiękniejsze, a co najbardziej użyteczne wykorzystać w celu rozmnożenia comiesięcznych dochodów. 
przeświadczona o swojej przynależności do zupełnie innego wymiaru, wysyłam leniwe poranne pozdrowienia dla całej ludzkiej rasy 


środa, 25 lipca 2012

72.

codziennie zadaję sobie milion pytań, na które nie otrzymuję odpowiedzi. być może to dlatego, że nie stać mnie na to, by pójść z tym do kogoś innego, może tylko dlatego, że w swoim subiektywizmie już zatraciłam chęci na uzyskanie satysfakcjonujących odpowiedzi. czy to ma sens? nie, tak jak wiele innych rzeczy nie ma sensu, a po prostu są, egzystują sobie i... chyba właśnie znalazłam odpowiedź na co najmniej jedno pytanie.

w chwilach takich jak ta, które rozciągają się na dość obszernej płaszczyźnie czasu, tak trudno jest mi odnaleźć granicę pomiędzy tym, co fantastyczne i rzeczywiste, że czasami trochę boję się swoich śmiesznych myśli tuż przed zaśnięciem. pomimo to, jakoś wcale mi to nie przeszkadza, a strach bywa czasem pożyteczny, chociażby ze względu na adrenalinę, którą z przyczyn zdrowotnych musiałam odstawić, uszczuplając tym samym w znacznym stopniu dochody pobliskich aptek. dlatego właśnie nie lubię, kiedy ktoś próbuje przypisać mi dorosłość. bo czy to właśnie nie wtedy zapomina się już o tajemniczych ruinach, elfach, goblinach, smokach i różnych innych rzeczach, o których nigdy nie będę w stanie pomyśleć, że nie ma ich naprawdę?

sobota, 14 lipca 2012

71.

biedronki to robale takie same jak inne, więc niby dlaczego miałoby się ich nie tępić tylko z powodu słodziutkich kropeczek na czerwoniutkich skrzydełkach, które w styczności z morską wodą robią się obrzydliwie wypłowiałe?

życie jest strasznie niesprawiedliwe
powoli odkrywam amerykę
muzykę
kilka innych rzeczy
które chyba się nie liczą (?)

głaszczę litery układam słowa
znów jestem pijana
na swój sposób

P


niedziela, 17 czerwca 2012

70.

z przykrością stwierdzam, że nic nie umiem

i kiedy tak nie umiem i nie mam tego co mam zazwyczaj nagle robi mi się przykro, że nie potrafię docenić kilku prostych gestów i
naprawdę muszę?




środa, 13 czerwca 2012

69.

nie radziłabym dopatrywać się dwuznaczności
na języku gorzkość herbaty w głowie prześcieradło

nienawidzę literackiej niemęskości

nigdy nie podejrzewałam, że samotność może być pełna głębokich przeżyć.
nie lubię cię czytać bo to  takie mdłe i takie przesłodzone, chociaż próbujesz zrobić wszystko by wkomponować jakąś nutkę grozy pomiędzy zdania leje się krew się przelewa przeważnie w okolicach skroni i niby rośnie napięcie i niby nie mogę oddychać
nie mogę tylko mówić, bo chwilowo nie mam gardła
to strasznie egoistyczne ze strony gardła
nie bierze się urlopu bez uprzedzenia,


sobota, 9 czerwca 2012

68.

przez środek klatki piersiowej przebiega tabun koni
czy to już można nazwać paranoją?

dni nagle wydają się takie krótkie, chociaż słońce wcale na to nie wskazuje.
nie wiem czy to ten ogień, czy po prostu znów znalazłam sobie śmieszny powód, kolejny, żeby się zastanawiać, drążyć, wiercić, rozpruwać i zszywać, rozpruwać i zszywać, rozpruwać i zszywać... za łagodnym uśmiechem kryje się kolejny powód do przykrej gorączki środka, do tej okropnej irracjonalności, i jakkolwiek głupio i nieręcznie to słowo dzwoni w uszach obija się o młoteczki młoty kowadła kowadełka o chrząsteczki i chrząstki i inne części człowieka mające zazwyczaj na celu uosobienie tej "magicznej i tajemniczej sfery intymności" (szczególnie te tak literacko zdrobnione), doskonale spaja się z bezsensownym zlepkiem zszarganych przez moją chorą psychikę myśli

no dobrze,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,,
czemu nikt nie pomyślał nigdy o tym, żeby zamiast kropek stawiać przecinki?
to się rzadko zdarza, że ktoś naprawdę definitywnie kończy zdanie,

niedziela, 27 maja 2012

67. do or do not, there is no try - czyli feel the force

gdyby Was nie było
Ciebie i Ciebie, i Ciebie, i Ciebie
co się rozumie przez Ciebie,
 a każdy z Was wie dokładnie kim jest
jest zresztą wśród Was jedna na A i na S, która lubi mi o tym przypomnieć
(chociaż naprawdę lubię o tym pamiętać),
czy jeszcze kiedyś mogłabym się uśmiechnąć?
czy nadal bałabym się zasnąć, gdyby nie leżałby tuż obok
Mistrz,
gdyby Was nie było?
czy wciąż przeszkadzałby mi pierścionek na palcu,
gdyby nie było Ciebie?


kilka niezwykłych chwil zamkniętych w pewnym miejscu pod ziemią na
K
zamkniętych w kilku godzinach
i w Was
oczywiście tego jednego dnia, bo chyba wiecie,
że to tak naprawdę już pokaźna i niezwykła część życiorysu,
zamknięta na Placu Wolności, w Rozkopaczewie, na Kalinie, w Mętowie, i w Drzewcach, Nałęczowie, Pliszczynie, Czechowie, na Fulmana i Głębokiej
na Sławinie i Ochotniczej
i wielu innych (nie)zwyczajnych miejscach, które tak kocham
i w Was




piątek, 11 maja 2012

66.

mam dziwne przeczucie, że powinnam być teraz w innym miejscu.
spalam się rozleniwiam rozkładam
światło lampki odbija się od niedokończonej blizny na kolanie
pomiędzy włosami niewypłukany ekstrakt z róży

czego więcej można chcieć od życia?


niepokojące zaniki słowotoku
to wszystko z powodu załamania
czasu
przestrzeni
i poczucia,
że kiedykolwiek mogłoby być inaczej


piątek, 27 kwietnia 2012

65.

czasem lubię się zastanawiać
czy przypadkiem nie piszesz tych kilku zdań dla świętego spokoju

nie chciałabym tak myśleć
chociaż czasem przychodzą mi do głowy śmieszne pomysły z rodzaju tych, które wiercą dziurę w brzuchu

ze smutkiem stwierdzam, że
nie ma dni idealnych


poniedziałek, 16 kwietnia 2012

64.

są takie dni i dobrze je znasz, że mógłbyś nie istnieć
ale co na to twój kot i twoja nocna szafka
co na to zdjęcie z portfela i co na to kilka zdań, które analizujesz dogłębnie kilka sekund przed snem
co na to szklanka, dokładnie ta, która tak bardzo już przywykła do dotyku twoich ust
i co na to poduszka, która nosi na sobie wszystkie twoje nocne koszmary
co na to klawiatura, którą muskasz opuszkami palców i co na to koc, który towarzyszył ci podczas wszystkich zimowych wieczorów
co na to bezsenne noce, które otulały cię grozą
co na to kartki papieru, które wertowałeś z podnieceniem, aż serce chciało wyskoczyć z piersi
co na to czterdzieści pięć długopisów na twoim biurku,
co oni na to?

piątek, 6 kwietnia 2012

63.

zmarznięte palce zwijam w Twoje zawsze ciepłe dłonie
czego można chcieć więcej gdy się stoi przy raz po raz otwieranych drzwiach co wpuszczają zimne powietrze przenikające przestrzeń między
zdrętwiałym ciałem
i duszą paloną ogniem

grzeje mnie od środka świadomość, że gdzieś na końcu świata para oczu
i każdy odbijający białe światło żarówki
włos
każdy mój
zawiera w sobie mikroskopijną cząstkę
warg
muskających ostrożnie taflę gorącej herbaty o smaku
winogron

zimne wiosenne dni
za jakiś czas szczeliny w oknach zalepimy ciepłym wieczornym szeptem i zwinięta w kłębek będę słuchać jak bardzo
jestem



piątek, 30 marca 2012

62.


wciąż mnie bawi jak wiele myśli można zawrzeć w kilku słowach

nie byłoby mnie tu od kilku tygodni, gdyby nie garstka pozornie błahych powodów, o których wiesz doskonale. tak przynajmniej chciałabym myśleć. może to znaczyć, że jestem zbyt pewna siebie albo, że postradałam zmysły. myśli chyba też są zmysłami, prawda? na pewno w moim przypadku, nawet jeśli ktoś powiedziałby, iż myśli to tylko kilka sygnałów wysyłanych przez śmieszne zwoje nerwowe, o których na własne życzenie wiem niewiele. 
chciałabym dziś specjalnie dla ciebie zawrzeć się w kilku słowach. właśnie po to zostałam tu na dłużej, by spróbować wgryźć się w swój system funkcjonowania i kawałek po kawałku określać swoje profanum. przykro mi, że nigdy nie uda mi się tego zrobić. to chyba oznacza, że zostanę tu na zawsze. 

o nic cię dzisiaj nie proszę, bo nie możesz dać mi niczego, czego mogłabym naprawdę potrzebować. jawiąc się w twoich oczach, jako zepsuta zabawka, przed laty rzucona w kąt, właśnie ta, o której przez przypadek przypomniałeś sobie podczas robienia świątecznych porządków, apeluję - przyzwyczaiłam się do siedzenia przy chłodnej ścianie. niesamowite, jak szybko stała się moją najlepszą przyjaciółką. z okazji setnych urodzin specjalnie dla mnie przemyciła obojętność i kiedy tonęłam w jej lodowatych ramionach nauczyła mnie jak ją kochać i nienawidzieć zarazem. już się nie boję.

niczego nie możesz mi dać, być może dlatego, że mam już wszystko, choć tak naprawdę nic nie mam. wątpię, czy kiedyś zrozumiesz. prawdopodobnie nigdy do tego nie dojdzie, bo ja sama nie potrafię pojąć, jak to wszystko się stało.


wciąż mnie bawi jak wiele myśli można zawrzeć w kilku słowach

wtorek, 27 marca 2012

61.

imitacje
wspomnę jeszcze raz o blichtrze potem nie chciałabym już się rozmemływać rozdrabniać na kawałki rozpaść w styczności z tematem
z przesadzonym patetyzmem waszych klawiatur, ust, języków
z nieudolnie wzniosłym tym waszym pitupitu

dziewięćdziesiąt dziewięć schodków do nieba

czwartek, 22 marca 2012

60.

niesprawiedliwy świat kubków
potrzebuję twojego ciepłego ramienia chwili spokoju i
wcale nie jest mi przykro mimo wszystko

resztki słońca się skończyły, dawno zapomniałam już o magicznych buteleczkach, więc dla pobudzenia zapraszam na krótką wycieczkę pomiędzy słowami

w czarno-białym uniesieniu zmysły kreślą koślawe hieroglify myśli
niesprawiedliwy świat kubków
tak bardzo chciałabym




środa, 21 marca 2012

59.

milion powodów, by kochać
co pomyśli głowa

napisałam to jeszcze zanim się urodziłam, przynajmniej chciałabym w to wierzyć. niebawem może zacząć się coś na kształ rzeczy nie do końca przyjemnych, ale czy naprawdę powinnam dzisiaj się tym martwić? czy nie lepiej zginąć w kartkach papieru znów znaleźć się gdzieś indziej wyłączyć umysł zamknąć się za niewidzialnymi drzwiami z krainy czarów nieco różniącej się od...


zastygłam w bezruchu o ile inaczej można zastygnąć (jestem pewna, że tak, nawet jeśli nikt nigdy nie znalazł dowodu i logiki nigdy nie wierzyłam sympatycznym fizykom uśmiechającym się koślawo wyglądając znad okularów)
kawałek po kawałku
według pani jestem cała z dna według mnie jestem cała
z szeptów myśli co przemykają pomiędzy miednicą i obojczykiem
jak można w tak podły naukowy sposób zniszczyć
duszę

niedziela, 11 marca 2012

58.

a ja znów swoje i może skończmy na dziś z filozoficznymi przemyśleniami dlaczego to się stoi a nie siedzi dlaczego nikt nie myśli o tym i tamtym
ja myślę. ciągle myślę i dochodzę do śmiesznych wniosków, że myślenie nic nie daje można się zamyśleć na śmierć nic z tego nie będzie dopóki nie pozbędziemy się swoich chitynowych pancerzyków

nie są może tak odporne jak stalowe albo ebonowe ale...
ja nawet całkiem je lubię

pora na mocno przyjemne popołudnie

wtorek, 6 marca 2012

57.

kilka nut przypominających mi najprzyjemniejsze chwilki i już jestem gdzieś indziej
i znów powieki z super glue, a jeszcze tyle schodów do pokonania przed nadejściem księżyca

milion niepotrzebnych pytań czy tak dzisiaj nazywamy rozmowę? trochę krwawię i to nie tylko mój palec. bezradność bywa męcząca. człowiek ma związane ręce prawie jak wtedy kiedy się jedzie do helgen na ścięcie i wtedy nagle nadlatuje z nieba smok, który ratuje mi życie i którego - paradoksalnie - potem muszę zabić. to strasznie przykre, że szczęście zawiera się w nieszczęściu.
chciałabym coś ulepić, zrobić to tak, by było lepiej, niż jest teraz, a przynajmniej, by nie było jeszcze gorzej. tym razem to nie ja gubię się między słowami na razie jest po staremu.

czy to już pora by się przejść po szpitalnym korytarzu z najlepszymi lekarzami na świecie i...
kogo mam prosić, żeby tak
zostało? 

niedziela, 4 marca 2012

56.

kiedy pewnego dnia
przestaniesz słyszeć najpewniej
zapomną

głupoty o rozumieniu chowa się dzisiaj do
kuchennej szufladki

znowu świeci słońce wspominam na wszelki wypadek, gdyby ktoś pozbył się resztek uczuć.

piątek, 24 lutego 2012

55.

 

dzisiaj obchodzi 18 urodziny ktoś, kto znaczy dla mnie o wiele więcej niż nowy świat na drzewie z cukierkami i ogólnie rzecz ujmując cała moja wyimaginowana rzeczywistość. to osoba, która zmienia moje życie na lepsze z dnia na dzień od nieco ponad jedenastu miesięcy i jest codziennie powodem do szczerego uśmiechu. nie uważam, aby pisanie o tym było wstydem, dlatego, że nawet najwięksi twardziele, tacy jak ja, rozklejają się pod wpływem uczuć wyższych, szczególnie w dniu urodzin osoby, którą tak strasznie KOCHAJĄ.
w związku z tym życzę uroczemu chłopcowi,
(ponieważ zawsze dla mnie takim pozostanie - siedem lat znajomości robi swoje; nie uwłacza to oczywiście jego męskości, ponieważ jak na razie jest w stanie wziąć mnie na ręce co bardzo dobrze świadczy o jego sile fizycznej), o którym mowa,
spełnienia wszystkich marzeń po raz setny, rozwijania swoich umiejętności z nauce latania (r2d2), duuuużo miłości (ode mnie i przyjaciół się wie), świetlanej przyszłości, nigdy więcej żadnych anonimów (chyba, że tych pisanych z mojej ręki) i szczęścia, samorealizacji, a przede wszystkim, aby nie przyszło mu do głowy kiedykolwiek się zmieniać, ponieważ jest najlepszym człowiekiem na ziemi. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO PAWEŁ! i wiesz co?
z serii uzewnętrznienia,
pozdrawiam


środa, 25 stycznia 2012

54.

cześć
jakoś leci zawijam się w pościel


uciekam między kartki między kadry chyba znów jestem u siebie i czuję się już bardziej w sobie niż na zewnątrz. miło tak posiedzieć popitupitu z samego rana kiedy jeszcze ciało leniwie się przeciąga. całkiem ładnie jak na dzisiejszy dzień i całkiem ładnie biorąc pod uwagę fakt że - znów - lnieję
rzadko kręcę się ostatnio w okolicach pękniny morfeuszowi nigdy się to nie podoba
kod komunikacja
w gruzach
więc śle mi pająka na suficie jak gdyby nic nigdy

czy mogłabym sobie wyobrazić coś cieplejszego?

wtorek, 17 stycznia 2012

53.



wytkną mnie palcem kiedy przejdę przez próg to właśnie ta która brzydzi się dotknąć chodnika tylko spójrzcie na nią. jeśli od czasu do czasu zdarza ci się pomyśleć, w co mam prawo wątpić, powiedz, czy nie tęsknisz za szelestem kartek?
wcale nie jestem stąd nawet gdybym chciała koniuszkami palców lewej stopy dotknąć podłogi - nie mogę tak boli świadomość istnienia
wśród blichtru

od czasu do czasu miło byłoby usłyszeć, że nie cudeńka techniki, że ktoś kiedyś tworzył rzeczy piękniejsze, że jeszcze ktoś w to
w i e r z y

tak boli świadomość nieświadomości tak mnie boli i uwiera, gdybyś tylko pozwolił, wziął nożyczki posklejał, gdybyś tylko chciał przez chwilę wznieść się ponad podłogę to tak niewiele kosztuje - nie do końca jestem tu przecież sama - pomyślał trochę inaczej, zobaczył w lustrze, nie tak sztywno, nie w ramach, jesteś tam jeszcze?

sobota, 14 stycznia 2012

52.


zamykanie oczu wcale nie boli. po prawej stronie prawego oka niewyraźne plamki przenoszą w zupełnie nową rzeczywistość. lubię kolorowy sen, co z tego, że niewyraźny. czym uraczy mnie dzisiaj morfeusz? czasem wolałabym, żeby znalazł sobie inną kochankę

nigdy nie mówiłam, że kiedy kocham, to tylko na pół gwizdka
ile bym dała za - wreszcie - spokojną noc, trochę mniej bólu głowy oka podniebienia małego palca lewej stopy i ile bym dała za spokojniejsze tętno i ile za świadomość, że
bezpieczne sanktuarium nie zostanie spustoszone przez okrutnych żołnierzy
tak jak pewnego wesołego dnia w okolicach falkret kiedy zamiast ciepłego łóżka ktoś o bliżej nie określonej tożsamości zastał zgliszcze dawnego domu, który przynosił ukojenie i pewność, że ma dokąd wracać - tym razem nie miał

czwartek, 12 stycznia 2012

51.

fale smutku nigdy się nie zapowiadają. lubią wpadać, kiedy człowiek myśli, że ma już wszystko za sobą i może spokojnie, przykryty kocem, pogrążać się w depresyjnych powieściach, a stan melancholii, który u siebie wywołuje jest w zupełności kontrolowany i ma prowadzić jedynie do pobudzenia refleksji pałętających się gdzieś pomiędzy sercem a rozumem. dlaczego tak często okazuje się, że...

zapomniałam już jak to jest kiedy tak cudnie pachnie papierem.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

50.

zamiast stapiać się w równaniach (ujęcie)

zawsze i nigdy zawsze prowadziło do upadków nigdy ówcześnie nie uprzedzając. pozostaję przy prawdopodobnie, do tej pory nie zawodzi. chciałabym uskutecznić jasne myślenie, jednak nie mam pojęcia dlaczego, być może z powodu zaniedbywania praw kardynalnych tygodniowego rozkładu jazdy lub braku dostatecznych ilości słońca
(nie mylić ze śniegiem),
po prostu - nie mogę

przykryj mnie
ogrzej
aż poczuje jak krew pulsuje
w żyłach





I never saw the point in trying
cause I would only let you down
and I just couldn't take you down there with me
I just can't stand to see you drown



wtorek, 3 stycznia 2012

49.

powieki z super glue

nie mam zbyt dużo czasu na myślenie o tym i owym może wcale nie chcę myśleć choć mogłoby się przydać od czasu do czasu; ktoś znów zmienił ciało czy pewnego dnia nie mogłabym stać się na chwilę kimś innym?

nie mogę patrzeć na litery prowokujące mnie do zrobienia czegoś niewątpliwie nierozsądnego
niespokojne noce
ociekające spokojem dni

tylko kąciki ust
mogą ukoić
gdzieście się
podziały?