środa, 29 czerwca 2011

25.

pućki pućki

trochę nieciepławo się zrobiło tu i tam tylko pompa grzeje i chwała jej za to. będzie dziś nieco bez sensu, bo każdy tak lubi od czasu do czasu sobie pozakręcać.
jestem tu i jakby mnie nie było. to śmieszne, bo nie sądziłam, że mogłabym kiedykolwiek powiedzieć tak o sobie samej. zazwyczaj opowiadało się o innych takie bajki oraz o tym, że mówią i słuchają i widzą nawet, chociaż to niedorzeczne, chociażby z tego powodu, że nie egzystują, no, przynajmniej nie w postaci zmaterializowanej. dzisiaj nie ma mnie i nie powiedziałabym, aby to było uczucie jedno z tych, no wiesz, nieprzyjemnych, które wędrują po ciele doprowadzając cię do agonii

lubię pić morską wodę szeroko się uśmiechając
chciałabym, żebyś mi
pozwolił
robić to
jak najczęściej

czwartek, 16 czerwca 2011

24.

jestem marionetką. już dawno zabroniono mi mieć swoje zdanie. stężenie procentowe samej w sobie policzyłabym ze strachem, ale nie policzę, bo brak mi sił na rozpamiętywanie.
krzyk i łzy są czasem jedynym sposobem na obronę, ale to przecież teatr, w którym każdy gra swoją rolę. moja rola, czy to ważne w jakim stopniu zgodna z rzeczywistością(?), nie gra roli. moja rola siedzi za kulisami i słucha szyderczych podszeptów króla. moja rola jest wasalem. moja rola nie gra roli.
lubię się topić. często się topię. szczerze mówiąc, ciągle tonę, ale przestało mi to przeszkadzać. powolne tracenie oddechu, by za chwilę na moment go odzyskać, stało się najulubieńszym sposobem na życie. nie powinno się o tym mówić
w sobie mam morze
a może nie mam, bo może to ogień, a może coś zupełnie innego co sprawia, że się rozpadam mówiąc po krótce; jakżeby inaczej można było nazwać rozpadanie. rozpadam się, bo nie potrafisz mi powiedzieć wprost, że nikt inny się nie liczy. rozpadam się, bo wciąż nie mogę poczuć, że się liczę. rozpadam się, bo nikt nie udowadnia już, że kocha, a że nienawidzi (owszem). w końcu rozpadam się dla samego rozpadania i chyba to lubię, a może to tylko kwestia przyzwyczajenia. morze jest szerokie i głębokie.
ktoś mnie kiedyś spytał, skoro nosisz w sobie morze i tak ci z tym ciężko, czemu go nie wyplujesz, to proste, odpowiedziałam, ktoś inny mógłby utonąć, czasami myślę o innych, bo gdyby tak nie było... myślę, więc jestem
chcesz czy nie chcesz, zostałeś przydzielony do swojej kasty. podobno kasty są tylko w indiach, ale to nieprawda. kasty są wszędzie. tu i za rogiem za drzwiami naprzeciwko i na złej ulicy, bo kiedy się nią przechadzasz ktoś kiwa palcem z dezaprobatą. gdzie jest moja... zresztą nieważne

morze mam w sobie
w morzu tonę
a może to ogień
a może coś innego
a może
a może
a może...

wtorek, 14 czerwca 2011

23.

każdy ma swoje paranoje.
poranne paranoje topię w kubku gorącej herbaty, przyjemnym stukocie klawiszy klawiatury i łagodnych dźwiękach kojących krzyk oplatający uszy, nie w tobie.
to wielka szkoda.
wciąż moim ulubionym słowem jest spokój. tymczasem trudno ustalić kolory. zielony, żółty, niebieski, czerwony. czy TO na pewno jest początek waszego koloru?


dużo mogłabym oddać
serce przekroić na pół

potrzebuję tylko trochę swojej wyimaginowanej przestrzeni, odrobiny ciszy i kogoś, kto zabierze moje

paranoje
i co teraz?
i co teraz?

poniedziałek, 13 czerwca 2011

22.

czy to zupełnie normalne, że są rzeczy, na które po prostu nie mogę patrzeć? rzeczy obok których nie mogę przejść obojętnie, żeby się nie zakrztusić, nie udusić, nie dostać palpitacji serca, chwilowego niedotlenienia mózgu; żeby tak, kiedy je widzę, przez moje splątane nieprzyjemnym uczuciem w brzuchu neurony nie przechodziły miliardy impulsów nerwowych przyprawiając mnie o dreszcze i to nie dreszcze, jedne z tych przyjemnych, tylko te, które motywują do działania zimny pot na skroniach i trzęsące się ręce.

głupota wprost przepada za mówieniem o sobie, że jest bogata i do czegokolwiek prowadzi
po raz kolejny zalewa mnie krew
czasem to przykre być kwiatem lotosu

piątek, 10 czerwca 2011

21.

lubię podróżować opuszkami palców po miękkiej skórze policzka
nie lubię gdy jest zbyt głośno i tego, że wcale nie czuję się pewnie ze sobą. ostatnio brakuje mi czegoś co ludzie zwykli nazywać poczuciem na literę, od której często zaczyna się rozwiązywać matematyczne przykłady, żeby nie było zbyt łatwo. podobnie z poczuciem - też nie jest łatwo, a jak się poczuje to może być albo łatwiej albo wręcz przeciwnie. zdania ostatnio nie mają sensu
lubię palcami przeczesywać
Twoje

włosy


jestem. nie ma mnie.
w nocy najbardziej boję się swoich myśli. bo czego można bać się bardziej? powoli wychodzi ze mnie zlepek kilku minionych dni. a jeśli znów czujesz nóż tuż przy swoim pępku - musisz wiedzieć, to nic przyjemnego. syndrom elukubracji
płonę
zostanie po mnie popiół
wiatr mnie

wmiecie


wcale nie jest łatwo, kiedy ktoś już pociągnie za nitkę. ciało masz lepkie i nie dasz rady rozplątać. uważaj, możesz zostać sam. na pewno nie chcesz zostać? zastanów się, czy byś nie wolał, zanim postanowisz pociągnąć za nitkę. zresztą - teraz i tak jest za późno na zastanawianie się. i za wcześnie na smutną prawdę

pomiędzy Twoje włosy
zniknę