czwartek, 16 czerwca 2011

24.

jestem marionetką. już dawno zabroniono mi mieć swoje zdanie. stężenie procentowe samej w sobie policzyłabym ze strachem, ale nie policzę, bo brak mi sił na rozpamiętywanie.
krzyk i łzy są czasem jedynym sposobem na obronę, ale to przecież teatr, w którym każdy gra swoją rolę. moja rola, czy to ważne w jakim stopniu zgodna z rzeczywistością(?), nie gra roli. moja rola siedzi za kulisami i słucha szyderczych podszeptów króla. moja rola jest wasalem. moja rola nie gra roli.
lubię się topić. często się topię. szczerze mówiąc, ciągle tonę, ale przestało mi to przeszkadzać. powolne tracenie oddechu, by za chwilę na moment go odzyskać, stało się najulubieńszym sposobem na życie. nie powinno się o tym mówić
w sobie mam morze
a może nie mam, bo może to ogień, a może coś zupełnie innego co sprawia, że się rozpadam mówiąc po krótce; jakżeby inaczej można było nazwać rozpadanie. rozpadam się, bo nie potrafisz mi powiedzieć wprost, że nikt inny się nie liczy. rozpadam się, bo wciąż nie mogę poczuć, że się liczę. rozpadam się, bo nikt nie udowadnia już, że kocha, a że nienawidzi (owszem). w końcu rozpadam się dla samego rozpadania i chyba to lubię, a może to tylko kwestia przyzwyczajenia. morze jest szerokie i głębokie.
ktoś mnie kiedyś spytał, skoro nosisz w sobie morze i tak ci z tym ciężko, czemu go nie wyplujesz, to proste, odpowiedziałam, ktoś inny mógłby utonąć, czasami myślę o innych, bo gdyby tak nie było... myślę, więc jestem
chcesz czy nie chcesz, zostałeś przydzielony do swojej kasty. podobno kasty są tylko w indiach, ale to nieprawda. kasty są wszędzie. tu i za rogiem za drzwiami naprzeciwko i na złej ulicy, bo kiedy się nią przechadzasz ktoś kiwa palcem z dezaprobatą. gdzie jest moja... zresztą nieważne

morze mam w sobie
w morzu tonę
a może to ogień
a może coś innego
a może
a może
a może...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz