niedziela, 25 września 2011

36.

uosobienie mojego spokoju w seattle jest już osiemdziesiąt trzy procent przede mną
jakże bywa mi głupio z powodu chwiejnego kroku i myśli chwiejnych i chwiejnych wieczorów i poranków, chwiejnych nastrojów, chwiejnej mimiki twarzy i chwiejnych słów przekazywanych cudami techniki. dobrze, że od czasu do czasu człowiek ma okazję do pomedytowania w ciemności przeszytej czujnym okiem kamery.
topię się
bycie woskową świeczką nie może być niczym przyjemnym chcesz ofiarować ciepło i przy okazji wypalasz się na zupełnie innych płaszczyznach w końcu umierasz a ludzie zeskrobują twoje resztki ze świecznika i wyrzucają do kosza
właśnie leżę w śmietniku i chociaż na początku wydawało mi się, że to nic przyjemnego... w towarzystwie innych niepotrzebnych rzeczy czuję się całkiem nieźle. trwamy razem w stanie zupełnej obojętności i chyba nic już nas nie dotyka. mogłabym wysłać Ci pocztówkę, gdybyś jakiś czas temu nie przestał istnieć dla mnie
jesteśmy wszyscy strasznie nudni z tą swoją miłością i tragizmem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz