znów lnieję
zrzucam skórę, szkoda, że przy okazji nie pozbywam się ciała. światłość myśli przebija się niezręcznie przez grubą powłokę blichtru mojej niedomagającej rzeczywistości.
trochę boję się
jutra lustra
książki długopisu
tak zostałam skonsturowana, że pewne życiowe płaszczyzny nie mają miejsca bytu, jeśli nie poruszam się po nich samodzielnie. istnieją oczywiście ludzie, którzy świadomie przekraczają granice po to, by w razie czego móc się usprawiedliwić. przestałam już prosić. spokój to pojęcie względne. zwłaszcza wtedy, kiedy święty.
elukubracyjne literackie obrazy przyprawiają mnie o dreszcze; filigranowy aż zanadto skomplikowany szminka papieros łóżko
depresja
wszyscy tacy sami tacy oryginalni
teatralni
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz