wtorek, 22 listopada 2011

43.

dziewięćdziesiąt schodków do nieba
lubię ciepłozimne zimowojesienne poranki z kubkiem herbaty i tik tak tik tak coraz mniej czasu więc trochę niszczy mnie od środka świadomość(chociaż jeszcze jest miło). czy to ważne? z reguły jestem odnawialna tak przynajmniej było do tej pory jeśli nie cóż najwyżej pewnego całkiem już zimowego wieczoru pozbawionego zupełnie pierwiastków jesieni położę obok ciebie swoje skostniałe popękane ciało i powiem ogrzej mnie weź klej i sklej co się rozbiło weź nożyczki i odetnij co niepotrzebne tak niewiele trzeba by uczynić mnie szczęśliwą owiń moją zmęczoną duszę na palec i grzej pod ciepłą kołderką a potem najlepiej weź ją sobie wiesz przecież dobrze, że jest twoja

jestem ciałem niebieskim wodną parą
jabłko cytryna
o wpół do komina
wybiła

siemdziesiąt pięć schodków do nieba
herbata się skończyła pora zanurzyć głowę pod taflą spienionej wody przez chwilę pomyśleć i
do nieba już tylko siedemdziesiąt schodków
to nie moja wina
że

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz