czas. niewątpliwie okrutny. kłębi się gdzieś w środku zaplątana plątanina zaplątań, które wiążą się bezpośrednio z metafizycznymi zaplątaniami zaplątanych plątań. nie widać początku i nie widać końca. trafiło się ślepej kurze ziarno. mogłabym być ślepa. martwi mnie, że powoli zaczynam dostrzegać sens (nie)dostrzegania. pewnego dnia obudzę się zlana potem i zadam sobie milion pytań po czym przystąpię do rytuału porannej drzemki lub zjem śniadanie zostawiając je daleko, oczywiście bez odpowiedzi, które tym razem są dobrze znane i przemykają pomiędzy neuronami by od czasu do czasu dać impuls nerwowy skłaniający do myślenia o rzeczach, o których nikt myśleć nie chce gdy nie musi. nie wiem czy muszę. nie myślę. wystarczy trzy razy pociągnąć swoje uszy, by wyłączyć mózg i chwilowo poddać się przyjemnemu nurtowi egzystencji protista
psychoranek
ektoplazma na skarpetkach
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz