wtorek, 31 maja 2011

20.

dźwięk
(...)Znów przyszedłeś? cóż, mogłabym ci to jakoś wreszcie wyperswadować. znam przecież słowa, naprawdę dużo słów. wypowiem je, a ty stąd wyjdziesz. czy wystarczy jednak znać kilka słów zapisanych w słowniku, abyś odszedł już na zawsze? jaką mam pewność, że gdy otworzę usta i poproszę odejdziesz? czy nie potrzeba czegoś więcej? czy nie powinieneś zobaczyć w moich oczach prawdy, która ci rozkaże, abyś odszedł? czasami myślę, że jestem dość silna. to chyba pomaga, bo wtedy nie ma cię przez jakiś czas. wtedy mogę przestać. dlaczego? och mój drogi, na to najprostsze w tym wypadku i zarazem najtrudniejsze pytanie chciałabym znać odpowiedź choćby i zaraz. ale czy ty sam nie powinieneś wiedzieć, skoro działasz tak na mnie? zdecydowanie powinieneś. przecież również bierzesz w tym udział, więc sam sobie odpowiedz. to egoizm, nie sądzisz? znać odpowiedź na pytanie i z czystego lenistwa zadawać je wciąż osobie, która nie ma pojęcia. tak, to ja jestem tą osobą. wciąż zbyt wielu rzeczy nie wiem, aby odpowiedzieć. nie, nie. nie tobie, samej sobie. muszę samej sobie odpowiedzieć, żeby być pewną. a wtedy wyjdziesz i nie wrócisz już. chciałabym, naprawdę mój drogi, chciałabym wiedzieć kiedy to będzie.


czasem mi sie śnisz, wiesz? no tak, skąd mógłbyś wiedzieć. lubię widzieć cię w snach, bo w nich tylko mówię do ciebie, a ty mnie słuchasz i rzeczywiście tam jesteś. bo tutaj cię nie ma. już ci tłumaczyłam. mówię do ciebie, wciąż do ciebie mówię, tak długo, aż się zmęczę tym mówieniem, a ty bezustannie słuchasz mnie, ale tobie jest prościej, bo ciebie tu nie ma. teraz mógłbyś się roześmiać, bo to przecież takie głupie. jak możesz być gdzieś, gdzie cię nie ma. przecież cię widzę. jeżeli się postaram mogę cię nawet dotknąć, poczuć twój zapach. a jednak nie ma cię tutaj. nie, nie będziesz się śmiał. nigdy nie widziałam jak się śmiejesz. tak prawdziwie. nigdy nie słyszałam śmiechu tak prawdziwego, który przeszywa cię na wskroś, a potem mnie, aż tak, że sama zaczynam się śmiać. a wtedy śmiejemy się razem i jesteśmy naprawdę szczęśliwi. czy kiedykolwiek byliśmy?


Pamiętasz ten dzień, kiedy utonąłeś? byłam przystanią, czułam się jak przystań. byłam latarnią, moje oczy były ogniem, który wskazywał ci drogę do przystani. a w przystani było dużo miejsca. i wielu robotników, którzy chceli zrobić dla ciebie wszystko. a może było odwrotnie? może to ja tonęłam? ale ty nie byłeś przystanią. byłeś wodą. byłeś neptunem, który nakazywał falom rosnąć, a potem zmniejszać się i znów rosnąć, aż do utraty wszystkich sił. aż do utraty samodzielności. aż do mojego końca na dnie morza. a może tonęliśmy oboje? może żadne z nas nie potrafiło ze swoich oczu zrobić latarni? może serca zbyt słabe były, by zastąpić przystań? nie patrz tak, mój drogi, bo ja naprawdę sama nie wiem. a chciałabym się dowiedzieć, żeby być pewną. a wtedy wyjdziesz i nie wrócisz już. chciałabym, naprawdę, mój drogi, chciałabym wiedzieć kiedy to będzie.


Pamiętasz jak to było, kiedy po raz pierwszy podałeś mi rękę? czy chciałeś mi wtedy pomóc, czy może sam się ratować? a może tak naprawdę ja ci ją podałam, żeby pomóc tobie, a może i samej sobie? pamiętasz to ciepło? przechodziło mnie na wskroś i wypełniało wszystkie narządy i myślałam, że jestem szczęśliwa. ale czy na szczęście nie składa się coś więcej niż ciepło, które czuję, gdy podajesz mi rękę? nie wiem, pewnie nigdy się już nie dowiem, bo nigdy nie podasz mi ręki, nawet gdybys chciał. nie mogę do tego dopuścić. właśnie teraz nie możesz tego zrobić, choć mogę sprawić, że będziesz chciał, bo robiłeś to niejednokrotnie. tutaj, mogę żądać od ciebie wystkiego, ale po co, skoro tak naprawdę cię tu nie ma, chociaż wciąż słuchasz? znów chcesz zapytać dlaczego? sama, mój dorgi, chciałabym wiedzieć. wtedy byłabym pewna i wyszedłbyś i nigdy już nie wrócił. chciałabym, naprawdę mój drogi, chciałabym wiedzieć kiedy to będzie.

Teraz tylko cię poproszę, żebyś zamknął drzwi, gdy będziesz wychodził,bo nie chce patrzeć jak znikasz w korytarzu. w korytarzu zniknąłby każdy, a ja chcę, żebyś stojąc tu i teraz znikał powoli w moich oczach. żebys się skurczył tak bardzo, że nie będę mogła cię dostrzec. tylko to jeszcze nie pora, nie czas na to, mój drogi. teraz po prostu zamknij drzwi, gdy będziesz wychodził, bo nie lubię patrzeć jak znikasz, a tak naprawdę wciąż jesteś, chociaż cię nie ma.

i wyszedł. zamknął drzwi, ale wiedziałam, że jeszcze wróci. musieliśmy sobie wiele rzeczy wyjaśnić, a tamtego dnia nie byłam jeszcze zby silna. (...)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz