"(...)konstancja, zdaje się, robiła to wszystko specjalnie. najbardziej się jednak zdziwiłem, kiedy zobaczyłem na stole kartkę z napisem "a ten kto znajdzie mnie w sobie, odkryje największą tajemnicę swojego serca". niezwykła była kobieta, z tej konstancji. i powiem szczerze, że nie zastanawiałem się dokładnie nad tym, co było tam napisane. zostawiłem gdzie leżało, bo w gruncie rzeczy mieszkanie należało do niej i mogła mnie w każdej chwili stamtąd wyrzucić - chociażby właśnie za dotykanie się do nieswoich rzeczy bez wyraźnej potrzeby. dopiero teraz, z perspektywy czasu zastanawiam się, jak mogłem nie rozumieć sensu tych słów. jak mogłem nie dostrzec, że to właśnie do mnie są kierowane. doprawdy, czy ta dziewczyna chciała mnie zmienić? chciała mi udowodnić, że potrafię ją kochać, tak jak chłopak kocha dziewczynę i jak narzeczona narzeczonego, aż w końcu tak jak żona kocha męża? nie, zdecydowanie nie. jedynyna rzecz, jakiej mogłem być wtedy pewien to to, że ona wiedziała dobrze, że jej nie kocham. wiedziała, bardzo dobrze wiedziała, że interesuje mnie bardziej niż inne kobiety, ale jej nie kocham. tak samo jak i ja wiedziałem, że ona nie żywi do mnie głębszych uczuć. podobnie jak konstancja we mnie, tak i ja w niej wzbudzałem zainteresowanie większe niż w innych przypadkach kontaktów damsko-męskich, czy dla facetów mających zbyt wysokie mniemanie o sobie męsko-damskich.(...)
(...)pewnego dnia, pchnięty jakimś dziwnym impulsem wylazłem zupełnie bez żadnej potrzeby na dach różowej kamienicy konstancji. to była zima. ubrany w sam podkoszulek i dresowe spodnie czułem się jak psychopata obserwując panoramę miasta, podczas kiedy inni ludzie znajdujący się na dole trzęśli się z zimna owinięci we wszelkiego rodzaju szaliki i inne przybory mające na celu utrzymanie odpowiedniej temperatury ciała. i wtedy właśnie przypomniałem sobie kartkę leżącą na jej drewnianej komodzie. "a ten kto znajdzie mnie w sobie, odkryje największą tajemnicę swojego serca". i wtedy ją właśnie znalazłem. tak się właśnie zaczął, moi drodzy mój koniec. kochałem kobietę, która nie kochała mnie. kochałem kobietę, w której całkiem po prostu i zwyczajnie wzbudzałem większe zainteresowanie niż inni mężczyźni.(...) "
dobre
OdpowiedzUsuń