lubię takie płodne dni, jak ten. słowa wypływają wtedy z mojej głowy, turlają się po tłuściutkich pagórkach brzucha, by w końcu opleść stopy i dać wreszcie upust temu, co zwykło się ukrywać w krętych zakamarkach mikroskopijnych komórek ciała.
składam się na milion pierwiastków dotychczas nieodkrytych, przestańże narzekać, że poznałeś dopiero pięć. obejmij czule swój najdroższy chemiczny podręcznik, nauka jest kluczem do potęgi, której tak bardzo pragniesz. pewnego dnia, na ostatniej stronie całej zalanej łzami przeczytasz, że tylko do ciebie należę.
zwykłam lnieć na wiosnę, zrzucam martwy naskórek, ale teraz wszystko jest inaczej, bo całkiem niespodziewanie... spadł śnieg.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz