środa, 27 kwietnia 2011

8.

całą noc czekałam, aż coś wyjdzie z telewizora... nie wyszło. teraz mamy dzień i już na pewno nie wyjdzie, bo takie atrakcje, proszę ja ciebie, to tylko w nocy. mimo wszystko, telewizor nadal wzbudza we mnie niepokój i od czasu do czasu spoglądam na niego podejrzliwie (a może raczej pieszczotliwobłagalnie, co bym nie musiała umierać za tydzień, bo może komuś byłoby przykro).

odbiegając od tematu telewizora, który towarzyszył mi przez pół nocy, co się wiąże bezpośrednio z moim wyrazem twarzy po kilku zaledwie przespanych godzinach, warto wspomnieć, że zawsze kiedy coś jest dobrze, ktoś musi to zepsuć prawdopodobnie zupełnie niechcący, ale bądź co bądź, zepsuć i doprowadzić mnie do stanu, który drzemał przez dłuższą chwilę i przechodziłam obok niego na palcach, co by go przypadkiem nie obudzić. oczywiście poszlo to wszystko na marne, bo wystarczyła jedna osoba, która z megafonem przedostała się do mojego wnętrza. pewnie nieważne. w końcu przywyknę

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz