oaza spokoju zaczyna się w punkcie dwudziestym drugim i kończy w szesnastym, a brak chronologicznej kolejności wcale nie oznacza wartości ujemnej, co chyba nie ma większego znaczenia zważywszy na to, iż z pewnością nikt nie zada sobie trudu, aby rozwiązać tę banalną zagadkę, która nota bene wcale nie jest zagadką, a wszystko co zostało tu napisane powoli zaczyna przybierać kształt wielkiej sprzeczności i jak zwykle mogę być dumna z siebie, ponieważ być może właśnie robię komuś wodę z mózgu. nie mam oczywiście na myśli nikogo konkretnego, komu chciałabym zrobić wodę z mózgu. najprawdopodobniej czaszka wypełniona wodą, bez, choćby najmniejszego mózgu w środeczku, jeszcze kiedyś oznaczałaby pewną śmierć, ale podejrzewam, iż dziś funkcjonowanie bez tego narządu wcale nie jest tak niepewne jak kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu. w związku z tym, gdyby ktoś jednak chciał złożyć zażalenie, że nie radzi sobie z wodnymi tworami wewnątrz głowy, niechże szpachelką nałoży toneczkę podkładziku na policzeczki doda różyku, uskuteczni charakteryzację oczek w stylu słodziutkiego misiaczka pandy i z odpowiedniej pozycji, nie zapominając o uwydatnieniu dekoltu zrobi sobie samodzielnie zdjęcie. podejrzewam, że bez mózgu wychodzi to wszystko o wiele bardziej klawo (wspominałam już kiedyś, że darzę to słowo bezwarunkową miłością?)
z tego miejsca pragnę pozdrowić serdecznie mój pachnący sweter i włosy, które jeszcze niedawno również były pachnące ( paradoksalnie - dopóki ich nie umyłam)
| sympatyczny pożegnalny akcent w postaci moich fotograficznych wypocin, z których nie jestem dumna. mówiąc szczerze, na razie przypominam sobie, jak to jest z aparatem w ręku |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz