poniedziałek, 18 kwietnia 2011

6.

czasami wystarczy się znaleźć we właściwym miejscu, aby odkryć, że to, co do tej pory robiliśmy, rzeczywiście ma jakiś sens. pozdrawiam wszystkie kamienie, które lubią od czasu do czasu położyć się na samym środku mojej drogi

oaza spokoju zaczyna się w punkcie dwudziestym drugim i kończy w szesnastym, a brak chronologicznej kolejności wcale nie oznacza wartości ujemnej, co chyba nie ma większego znaczenia zważywszy na to, iż z pewnością nikt nie zada sobie trudu, aby rozwiązać tę banalną zagadkę, która nota bene wcale nie jest zagadką, a wszystko co zostało tu napisane powoli zaczyna przybierać kształt wielkiej sprzeczności i jak zwykle mogę być dumna z siebie, ponieważ być może właśnie robię komuś wodę z mózgu. nie mam oczywiście na myśli nikogo konkretnego, komu chciałabym zrobić wodę z mózgu. najprawdopodobniej czaszka wypełniona wodą, bez, choćby najmniejszego mózgu w środeczku, jeszcze kiedyś oznaczałaby pewną śmierć, ale podejrzewam, iż dziś funkcjonowanie bez tego narządu wcale nie jest tak niepewne jak kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu. w związku z tym, gdyby ktoś jednak chciał złożyć zażalenie, że nie radzi sobie z wodnymi tworami wewnątrz głowy, niechże szpachelką nałoży toneczkę podkładziku na policzeczki doda różyku, uskuteczni charakteryzację oczek w stylu słodziutkiego misiaczka pandy i z odpowiedniej pozycji, nie zapominając o uwydatnieniu dekoltu zrobi sobie samodzielnie zdjęcie. podejrzewam, że bez mózgu wychodzi to wszystko o wiele bardziej klawo (wspominałam już kiedyś, że darzę to słowo bezwarunkową miłością?)

z tego miejsca pragnę pozdrowić serdecznie mój pachnący sweter i włosy, które jeszcze niedawno również były pachnące ( paradoksalnie - dopóki ich nie umyłam)


sympatyczny pożegnalny akcent w postaci moich
fotograficznych wypocin, z których  nie jestem dumna.
mówiąc szczerze, na razie przypominam sobie,
jak to jest z aparatem w ręku


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz