przechodząc od razu do meritum sprawy, a warto pamiętać, że prawdopodobnie nie mam pojęcia co to znaczy, bo z reguły nie przywykłam do mówienia/myślenia (skreśl niepotrzebne) o rzeczach ważnych, gdyż interesują mnie jedynie detale nierzadko destrukcyjnie wpływające na samopoczucie oraz ogólną atmosferę panującą we wnętrznościach i za jakieś dziesięć minut dwadzieścia sześć i osiem setnych sekundy, kiedy przeczytam to wszystko znowu, zadam sobie pytanie po jaką cholerę wypociłam tą bezsensowną wstawkę, po której jako takiemu przyswojeniu nikt nie będzie pamiętać początku (koniec), pragnę wspomnieć o swojej ektoplazmatycznej konsystencji oraz o tym, że nijak nie działa na nią dzisiaj nawet skerdż. w pewnym sensie obawiam się nieco o skutki picia z butelek bezpieczeństwa oprawionego od dość długiego już czasu w ramki, które się uśmiecha drętwo... wisząc pod sufitem.
wszyscy czegoś szukają. ja też szukam. noszę w kieszonce mózgowej fałdeczki malutki fetyszyczek szukania odpowiedzi na pytania, które świat dawno przestawał zadawać lub też wydają mu się one zupełnie do niczego nieprzydatne. mnie od czasu do czasu nie pozwalają oddychać. najprawdopodobniej to nic takiego, każdy ma jakieś tam wady. ja od czasu do czasu tracę oddech. trudno mi powiedzieć, kiedy jest lepiej
nie boję się ochraniają mnie
trzy oddane karły
kochają mnie bo szyję im
szyję im małe kubraczki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz